Krecik

Lubię zieleń, trzmiele i parcele. Ogródek niestety ryje krecik.  Doktor UŚ Katarzyna Niesporek komentuje, począwszy od 2012 roku, przewrotnie i psotnie kolejne moje książki. Wiosną 2016 Roku Pańskiego pokazała się monografia pt. „Eda. Szkice o wyobraźni i poezji”. Katarzynie Niesporek powiodła się próba rozumnego opisu poetyckiej twórczości i drogi życiowej Edy Ostrowskiej. Szkice stanowią bez wątpienia przekonującą egzemplifikację transgresywnego doświadczenia (…) mowa o doświadczeniu religijnym, seksualnym, macierzyńskim i małżeńskim Edy Ostrowskiej (z recenzji wydawniczej dr hab. AJD Artura Żywiołka). Można się dowiedzieć, że świat przedstawiony w wierszach jest w jakiś sposób upadły. Nie ma w nim aniołów. To raczej rzeczywistość wroga i nieprzychylna człowiekowi, jakby instynktowna, zmysłowa. Dlaczego? Bo Eda upojona narkotykami w stanie umysłowej nieświadomości pod wpływem atletycznych materii halucynogennych, spisuje swoje omamy i urojenia. Choroby psychiczne, m. in. schizofrenia, której się nie wstydzi, jak też zmysłowe wiersze (Eda potrafi  być zresztą mistrzynią uwodzenia), otwarcie zapraszające do obcowania z nią, po części usprawiedliwiają fakt, że kobieta jest tu umęczona (…) potraktowana jak zwierzę. Bóg jednak, którego targana namiętnościami także erotyzuje (…) upodlone i uprzedmiotowione ciało, doprowadzone do „ostatecznego upadku”, wraz z duszą skazuje na egzystencjalną udrękę, co z kolei prowadzi Edę do odosobnienia i szaleństwa. Ostrowska nieźle zaprawiona w historiach miłosnych, które nigdy nie kończą się szczęśliwie, potrafi dać także synowi miłość lecz w pewnym sensie wybrakowaną, niepełną. Snuje poetyckie opowieści, nazywając go „bękartem”, od narodzin do jego ostatecznego zatracenia. Zaś męża i ojca, który wskazuje na ujemne cechy charakteru tejże, spowinowaciła z siłami piekielnymi. Za obecnością męża Edy, w obliczu jego gniewu, idzie bowiem nieobecność Absolutu (odjeżdża / oblicze Chrystusa). Tudzież na papierach wariatki uprawia grafomanięmanię niekontrolowanego pisania –  nielogiczne trywialne zdania, urwane wypowiedzi, ich fragmentaryczność, pozorowana dialogiczność są odbiciem stanu psychicznego poetki z Włodawy, a mianowicie: psychozy. Jej tomiki  nie pretendują i raczej nigdy nie będą pretendować do miana tzw. arcydzieł, zwykle dodawanych do ogólnodostępnej prasy czy określanych mianem literatury popularnej.

Przedstawiona w telegraficznym skrócie biografia, wymarzona z punktu widzenia  gawrona, dowodzi, że marzenia się spełniają.

Pani K. Niesporek w monografii „Ja” Świetlickiego, zgoła inaczej, unika rozważnie pokusy (pułapki) biograficznej deszyfracji jego utworów (…) które mimo piętna indywidualnego, mają znaczenie pokoleniowe, zbiorowe, społeczne, wspólnotowe, itd. (z recenzji wydawniczej prof. zw. dr hab. Zbigniewa Chojnowskiego). Wskazuje z Wojciechem Bonowiczem i Marianem Stalą na (nie) religijność poezji Marcina Świetlickiego.

Ponieważ Bóg, powodowany miłością, osobiście interweniował w moim życiu, czemu daję wyraz, autorka Szkiców wydziergała worek z poezją „egotyczną”, żebym zrazu nie odfrunęła do nieba; już  Łopocze / piętą różową / anioł / nad Edy / głową.

Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą  Łk 6, 26. I na tym akcencie położę śrubokręt.