Inna

Inaczej stoi. Inaczej leży. Inaczej poprawia włosy. Inaczej stawia stopy. Innym okiem mierzy kroki. Kroki mają inny profil. Na innym kamieniu usiadła. Z innymi rozprawia o innych sprawach. Mówi inne rzeczy, na wyrost, za długie, za szerokie. Inaczej patrzy. Inaczej śmieje się. Inaczej tańczy z butelką albo ze zdesperowaną łyżeczką. Kawaler Innej nie nadepnie. Innym uchem słucha. Inne łapie tony. Z innym powodzeniem. Inne zakończenie dla Innej to się rozumie. Inna ma inne pomysły, inne filiżanki, inne talerzyki, inne widelce. Serce Innej ma inny kształt. Bo Inna jest inna na gwałt. Dookoła niej krążą inne satelity. Inna gwiazda spada. Do innych ogrodów. Gdzie inne kwiaty, inne insekty. Inna pije inną oranżadę, inne toniki. O innych kielichach i pręcikach. Na innych łąkach. Inne pszczoły pracują bez spoczynku. Wokół niej inna atmosfera, inne chmury, inne dziury w chodniku, inne studzienki MPWiK, inne opinie, inne samosądy. Inna śmierć Innej, jakaś nazbyt okrutna, bo Inna powinna wyjść boczną furtką. Inna na prawo i na lewo. Brawo! Na innej planecie. W innym odmiennym stanie. Inny skowronek zaśpiewa Gloria. Purpurowe warkocze rozpuści zorza a Inna grzebień mieć powinna. Żeby przytulić się do skurwysyna. Bo Innej wszystko wolno. Bo Inna ma wejściówkę na studniówkę, na komers, disco, potańcówkę. Bo Inna jest winna. Sama sobie winna. Że jest Inna.

Duże kęsy

Pracuję bez odpoczynku, cyklami dwu dobowymi, dzień i noc bez przerwy. Przy czerwonym laptopie marki Dell ze srebrną klawiaturą. Tracę zdrowie, rwą się znajomości, omija  lato, parnota, duchota, doklejane pazury, łatane rzęsy. Gryzę duże kęsy, samo mięso. Nie jestem ważna dla bliskich. Nie mam nic do stracenia. Ponoszę koszty. Z  braku, z głodu, z osamotnienia  czerpakiem wybieram grube sztuki. To trzeba przeżyć,  zobaczyć jak zakrzywiony haczyk się rozcapierzył. Oczy, skóra, mięśnie, kręgosłup źle znoszą jadłospis. Wczoraj po maratonie przed ekranem fruwały, trzepotały po twarzy muszki, komary, czułam wiaterek. Potrzebuję potem spać kilkanaście godzin, żeby wrócić do grzebienia, lusterka, fajerki, do przyjaciół, którzy nie zadzwonią.  Mało dostaję, dużo biorę.  Skrajnie zmęczona dokumentuję boskie pochodzenie; uruchamiają się rezerwy, schody awaryjne, systemy alarmowe, dzwony. Poza granicą pulsuje drugie życie, ignorujące siły natury.  Iluminacje, grzeszne rozkosze jasnowidzenia, umysłu nasycenie . Noble, Oskary i stosy. Dosyć! Czerwony szlafrok rzucam na szafot.  Dobranoc kosiarkom ochrypłym, przecinakom, ramiakom, pilarkom