Carskie wrota

Piszę i żyję naturalnie jakbym pasła krowy, stąd świeżość, aromat. W młodości inspirowały mnie książki, filmy, spektakle, koncerty, dyskusje – do nagiej wieczności. Bóg, miłośnik, nauczył posłuszeństwa. Dwadzieścia pięć lat bez elektryczności. Smutki, dziurawe łódki, nieczynne wiatraki. Z dala od kultury i sztuki. Jednocześnie fascynacja szmatą do podłogi, racuchami na drożdżach, prowadzeniem domu, opieką nad synem, któremu podarowałam poduchę mchem wyszywaną. Kiedy po raz pierwszy w 2010 roku siadłam do komputera przeżyłam oświecenie. Otworzyły się carskie wrota: spotęgowane emocje, namiętność do słowa. Spektakl nieustannego dziania się, drżenia, myślenia wraz z przełykanym jedzeniem, kiedy obieram jabłko, wyrabiam ciasto łapką w wątrobowe ciapki. Błyskawiczny żywiołowy kontakt ze sobą,  z robaczkiem, z galaktyką. W przeciągu kilku lat napisałam na klawiaturze dobre tysiące wierszy. Wydychałam z dwutlenkiem węgla, wydalałam z moczem. Zaklinałam w piwniczce surową rzeczywistość, rozmawiałam ze Stwórcą o hamulcach i zderzakach. Dostałam obietnicę, której urzeczywistnienie jest pewne i nie opóźni się. Nie cieszę się nadmierną sympatią centralnych, lokalnych, kolegialnych władz ani mediów a szkoda bo blednę, przez szpaler drzew uchodzi krew, woń róż tryska.  Krucha jak cięty kryształ.