Berek

Kocham życie niesamowicie jak jedzenie i picie. Lato spędziłam przy komputerze,  piąte z kolei, ciągła praca, odrobinkę snu, jedzenie w locie. Mało głosów świata, ludzi, intymne rozkosze samotności. Nie myślę, że coś mnie omija, że żyję na marginesie. O nie, bulgocze intelekt, ścierają się prądy, poglądy – berek.  Pożeram książki,  w rozlicznych kątach leżą żyjątka. Pięć jednocześnie, bez przepychanki, na każdą chwilę inna czytanka. Przy słabej herbacie tzw. szczynach albo z naparem zielonej maliny. Spieprzaj chamówo bo cię nakopię – sąsiad połaskotał. Poszło o kota. Cenię dosadne słowa, krawaty kolorowe i blade blondynki nad grobem

Ten drań Putin ma nosa,  na zakończenie igrzysk w Soczi pochwalił się kulturą, literaturą, sztuką. Nie zrobił show lecz wysublimowany spektakl, oddając hołd pisarzom, muzykom, malarzom, tancerzom,  słowem artystom i intelektualistom. Nasz kraj reprezentują sportowcy-sumienie narodu, rządowe powitania na lotnisku, wspólne kolacyjki. Szarobury obywatel ma w poważaniu lekarza, farmaceutę i księdza, a co światlejsi prezenterów telewizyjnych, kulinarne sławy, jurorów Bitwy na głosy i takie tam. Pisarze zrzekli się roli sygnatariuszy przemian. Została prywata,  na końcu świata poletko marihuany. W efekcie pasożytują na nich wydawcy, księgarze, biblioteki, muzea literatury i wszelkie kulturalne instytucje, a pisarzyna dwoi się i troi, żeby przechytrzyć karty. Pan Jacek Inglot zresztą uważa, że poeci nie mają żadnego prawa do praw bo jest jak jest i jeśli już walczyć to o bal przebierańców dla prozaików. Zatem bez prawa głosu do głosu miotam się między miotłą a smołą w kotle. Rodacy robią dobre nalewki, jedzą smacznie, tłusto i obficie, mój ojciec znakomicie rozrabia spirytus. Niestety współczesnej rodzimej literatury pięknej nie da się czytać ze zrozumieniem, szczególnie autorstwa nic nie obiecujących literaturoznawców, po prostu tam nie ma materii do rozumienia. Rzeczy gęste od odniesień kulturowych,  zapożyczone albo puste wagony na bocznicy. Trochę z antyku, nieco z księdza Baki, flaki modernizmu byle zakryć goliznę. Bez poczucia humoru, a raczej bez czucia, niepełnosprawni z ironią w kibucu . Rymowanki i wycinanki Szymborskiej jakoś nie bawią. Każdy ma ambicję napisać książkę, sportowiec, żona prezydenta, pałacowa gąska.   Jako pisarz z żebra i podgardla,  branżowiec,  mam prawo wręcz obowiązek wartościować oraz wyrażać swoje opinie w odruchu ludzkiego współczucia i solidarności

Nie jest do śmiechu, mój syn i jego rówieśnicy stracili kontakt z rzeczywistością, bez przeszłości i bez przyszłości, bez oćczyzny, bez uczuć synowskich, bez Boga, bez oznakowanego szlaku ale z GPS-em i aplikacją do aberracji.  Wstaje dzień. Zmiana warty, czmycha cień